12 stycznia 2020

Anna Langner "Zniszcz mnie" PRZEDPREMIEROWO

On i ona.
Pogubiony imprezowicz i zbuntowana outsiderka.
Nie spodziewają się siły rażenia gorącego uczucia, które ich połączy.
Barry uchodzi za prawdziwą duszę towarzystwa, ale to tylko pozory. Tak naprawdę czuje się samotny i ma wiele kompleksów, które ukrywa pod tatuażami, piercingiem i ekscentryczną fryzurą. Nie jeździ motocyklem i nie zalicza panienek jak jego kumple.
Pewnego dnia zauważa tajemniczą nieznajomą, która na jego widok w panice ucieka i gubi swój szkicownik. Barry odkrywa, że dziewczyna ma wielki talent i ze zdziwieniem zauważa, że… każdy rysunek przedstawia jego.
Amy, którą wszyscy mają za dziwoląga, chce odzyskać swoją własność. Ma jednak pewien plan, w którym to właśnie Barry może jej pomóc.

TYTUŁ: Zniszcz mnie
AUTOR:  Anna Langner
DATA PREMIERY: 29-01-2020
ILOŚĆ STRON: 455
WYDAWNICTWO Kobiece

Przepraszam, że dziś tak zaczynam swoją opinię na temat tej książki, lecz w mej głowie pojawiła się totalna pustka. Od wczoraj próbuję napisać, choć kilka krótkich zdań, lecz kiedy uda mi się coś napisać wszystko wydaje mi się nie odpowiednie gdyż nie wiem jak ubrać w słowa to c0 chciałabym przekazać. Przez całe 455 stron, które czytałam czułam się przeniesiona w inny świat gdzie był pełen erotyzmu, emocjonalny i momentami przerażający. 

Autorka wykreowała bohaterów, który każdy z nich miał poranioną duszę i cierpiał w swoim naturalnym sposobem. Amy poznajemy, jako cichą i skromną osobę, która chowa się za kurtyną swoich włosów, ciemnymi ubraniami i szkicownikiem. Rysuje to, co najbardziej jej się podoba a od jakiegoś czasu obserwuje Barry’ego. Uwieczniła każdy szczegół na pamięć zna jego mapę tatuaży na jego ciele. Kiedyś była wesołą nastolatką, która miała przyjaciół, bawiła się na imprezach i nie odmawiała sobie niczego. Pewnego dnia wydarzenia, jakie spotkały ją i jej sumienie spowodowały, że Amy wycofała się z tamtego życia i postanowiła się karać na wszelkie sposoby.

Barry to chłopak, który pod tatuażami i kolczykami ukrywa się. Czuje, że jest w cieniu Ricka a wszystkie najfajniejsze dziewczyny przechodzą mu koło nosa. Kiedy zauważa dziewczynę na trybunach, która go obserwuje postanawia podejść do niej. Znajduje tam tylko szkicownik i swoje portrety. Postanawia oddać dziewczynie, lecz nie zna jej imienia i nie wie gdzie może mieszkać. Nie domyśla się, że to ta dziewczyna może być jego szczęściem lub zagładą. Wszystko zależy jak ich losy się potoczą i która wybiorą drogę?

Anna Langner stworzyła tak nietuzinkową powieść, która pozwoliła mi na chwile relaksu i odprężenia od codzienności. Czytam wiele książek, lecz tak wywołała u mnie wiele emocji i uczuć od śmiechu po szok i niedowierzanie. Zakończenie, z jakim nas zostawia autorka pojawia się u mnie wiele pytań a zwłaszcza jedno, kiedy kontynuacja gdyż nie będę mogła spokojnie zasnąć nie wiedząc, co stanie się z Barrym i Amy?

Język i styl jest przyjemny w odbiorze a postacie i fabuła jest tak niesamowita, że nie sposób odłożyć książki dopóki nie skończy się czytać do ostatniej strony. Podobało mi się także jak główni bohaterowie opowiedzieli nam w kilku rozdziałach o ich przeszłości, co wydarzyło się i jak bawili się w kotka i myszkę swoimi uczuciami. Chyba tak naprawdę każde z nich nie wierzyło w siebie i bali się odrzucenia. 

„Zniszcz mnie” jest to historia, która pomaga nam zrozumieć, że nie wszystko, co kochamy możemy stracić. Tylko patrzeć przez pryzmat i ciągle się zastanawiać, co by było gdyby jest jeszcze gorsze niż nic nie robienie. To właśnie głowni bohaterowie uzmysławiają nam, że czas zacząć walczyć o własne uczucia. A te 455 stron zapewnią wam nie lata atrakcję i nie pozwolą wam się nudzić. Polecam! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiece

2 komentarze:

  1. To bardzo zachęcająca recenzja. Będę miała tę książkę na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałbym, aby ta książka trafiła w moje ręce. 😊

    OdpowiedzUsuń

Jeśli odwiedzasz bloga i czytasz posty to pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Będzie mi bardzo miło bo wtedy wiem, że moje starania nie poszły na marne.
Miłego czytania.
Beata