2 paź 2018

Jerzy Andrzejczak "Spowiedź polskiego kata"

Polskiego kata poznałem 15 marca 1985 r. w gabinecie naczelnika Aresztu Śledczego w Poznaniu. Było to tuż przed wykonaniem wyroku kary śmierci na Kazimierzu Polusie. Zbierałem wówczas materiały do reportażu pt. „Morderca u konfesjonału”, przygotowywanego dla „Ekspresu Reporterów”. Wtedy to po raz pierwszy próbowałem namówić kata na udzielenie wywiadu. Stanowczo odmówił, zasłaniając się tajemnicą służbową. Miał w pamięci to, co spotkało jego poprzednika z czasów przedwojennych – kiedy dowiedziano się o jego katowskiej profesji, wymówiono mu lokal, który zamieszkiwał. Zapamiętałem dokładnie twarz tamtego mężczyzny z gabinetu naczelnika. Spotkałem go ponownie przypadkowo w 1990 roku na mitingu Anonimowych Alkoholików w Warszawie. Będąc już na „zasłużonej” emeryturze, tym razem był bardziej skłonny do rozmowy. Tak zaczęła się nasza znajomość. Trwała ona kilkanaście miesięcy, jednak wywarła wpływ na całe moje zawodowe życie... - Jerzy Andrzejczak


Kiedy po raz pierwszy przeczytałam zapowiedź książki bardzo mnie zainteresowała. Z niecierpliwością wyczekiwałam, kiedy dostanę książkę. Przyznam szczerz, że nie czytałam oryginalnej wersji, lecz to, co tu dostałam w całej zupełności mi wystarcza a wiadomości, jakie dostałam wstrząsnęły mną tak, że ciężko było mi powiedzieć w pierwszym momencie, co sądzę o książce.

„Spowiedź polskiego kata” jest to reportaż i wywiad z ostatnim polskim katem, który jako ostatni wykonał wyrok egzekucji. Jego praca nie należała wcale do łatwych, (bo powiem szczerze, że nie każdy nadaje się do takiej pracy) i opowiada nam o niej. Książkę czytała mi się bardzo ciężko. Powieść musiałam dozować sobie na kilka stron dziennie gdyż ciężko było mi czytać coś, co nigdy w życiu nie uważałam za właściwe. To nie my powinniśmy decydować o czyimś życiu. Nie mogę sobie wyobrazić jak człowiek może odbierać komuś życie i żyć normalnie a na dodatek dostaje jeszcze za to wynagrodzenie. Liczyłam tutaj na wyrzuty sumienia czy żal, lecz znalazłam zupełnie coś innego. Książkę polecam osobą o mocnych nerwach a ja w tej chwili muszę chwilę do siebie dojść po tym, co zaserwował nam autor.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Aktywa

2 komentarze:

  1. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie będzie to łatwa lektura, ale jestem jej naprawdę ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam już kilka opinii o książce, ale ja nie mam mocnych nerwów więc raczej to pozycja nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli odwiedzasz bloga i czytasz posty to pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Będzie mi bardzo miło bo wtedy wiem, że moje starania nie poszły na marne.
Miłego czytania.
Beata